Narodziny
Krzyś urodził się jako siedmiomiesięczny wcześniak. Silne zatrucie ciążowe spowodowało przedwczesną konieczność ratowania mu życia. Okręcony pępowiną, mocno obrzęknięty, z nie rozprężonymi płucami i wrodzonym zapaleniem płuc, nie mógł przestawić się na normalne oddychanie. Szpital nie dysponował respiratorem.
Dopiero po 6 godzinach dotarł na oddział intensywnej terapii noworodka. Był w stanie sinicy, głębokiego niedotlenienia (niewielkie niedotlenienie mózgu może skończyć się dziecięcym porażeniem mózgowym). Pięć dni oddychał za niego respirator. Wyleczono bakteryjne zapalenie płuc. Jednak w 10 dobie nastąpiła wtórna infekcja, bakteria - clebsiella pneumoniae, najtrudniejsza do opanowania spośród bakterii gramujemnych.
Stan krytyczny
Mieliśmy dzwonić do szpitala nawet co pół godziny, dowiadywać się, czy jeszcze żyje. Rokowania bardzo złe. Bakteria wywołała posocznicę (sepsę). Sepsa to uogólnione zakażenie, brak krzepliwości krwi, a co za tym idzie wylewy wewnętrzne. Lekarze zrobili wszystko, co było możliwe, ale nie udawało im się zatrzymać krwotoku. Organizm nie reagował, przestały pracować nerki. Bakteria przedostała się do rdzenia kręgowego, zaatakowała mózg. Wywołała zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Drgawki niszczyły komórki mózgu. Lekarze ostrzegali nas, że są już bezradni. Z takiego stanu się nie wychodzi...
- Ale jeżeli z tego wyjdzie, to jakie będą konsekwencje? - pytam.
- Wszystko, co można sobie wyobrazić. Bakteria przecież zaatakowała wszystkie narządy organizmu, najgorsze, że również -mózg. Nie ma odtruwania, bo nerki nie pracują.
- Skutek?
- Niedorozwój umysłowy, fizyczne kalectwo, ślepota, głuchota, padaczka... Można mnożyć!
Mówię więc: - To znaczy, że ... ABY Z TEGO WYSZEDŁ CAŁKOWICIE I BEZ SZWANKU, TO MUSIAŁBY BYĆ CUD?...
- TAK, TO BYŁBY CUD! - ... ODPOWIEDZIAŁY LEKARKI.
Dzwoniliśmy co godzina na oddział. Było coraz gorzej. O północy dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie do rana nie dożyje. Zasnęłam zryczana z bezradności.
CHRISTOPHOROS
Bo ja się nawet modlić nie umiem. Nie mogę w żaden sposób pomóc memu dziecku. Przez całe dorosłe życie unikałam modlitwy, bo była jak wyrzut sumienia. Nie chciałam, by Bóg na mnie patrzył, bo wiedziałam, że On i tak wszystko widzi, choć to ukryte przed ludźmi. Ale w tym momencie NIE ZARZUCAŁAM Bogu, że Krzyś umiera, nie pytałam, dlaczego. Tak bardzo byłam Mu wdzięczna za to dziecko, za to, że pozwolił mi przez minione miesiące je nosić pod sercem.
Dzięki temu małemu synkowi, który od poczęcia nosił imię... CHRISTOPHOROS - NIOSĄCY CHRYSTUSA, Bóg zmieniał mnie. Najpierw, gdy dowiedziałam się, że zostałam mamą, bardzo pragnęłam, by moje dziecko było zdrowe. Miałam 38 lat. To nie jest optymalny czas na rodzenie dzieci!
Wtedy zaczęłam wracać do Domu Ojca.
Nie rozstawałam się z różańcem i choć zapomniałam jakie są tajemnice, rozważałam historię zbawienia. To właśnie ma na celu modlitwa różańcowa! Właśnie wtedy dotarł do mnie jej sens. TO BYŁO PIERWSZE OLŚNIENIE. Kiedy Krzyś się urodził, oddałam go Bogu, za pośrednictwem Pani Różańcowej.
Teraz, gdy umierał, cierpiałam strasznie, ale błogosławiłam Boga za macierzyństwo, którym mnie obdarzył.
Spłakana, zmęczona, zasnęłam...
Modlitwa
Obudziłam się o świcie ze świadomością biblijnej sceny. Oto Żydzi walczą z jakimś ludem, a Mojżesz trzyma ręce wzniesione do nieba. Kiedy mdleją, inni je podtrzymują, by modlitwa nie została przerwana. A wtedy Bóg sprzyja Izraelitom.
Natychmiast zrozumiałam! Trzeba szukać ludzi co będą się modlić! Gdzie? ... Na Kopiej Górce w Krościenku! Taką miałam świadomość, że właśnie tam. Nawet się nie zastanowiłam, skąd ten pomysł, przecież od 20 lat nic mnie z oazą nie łączyło. Jak tam trafić w niedzielny wakacyjny świt? Złapałam za telefon. Wykręcałam numery do ludzi i ktoś mi podał numer do Centrum Ruchu światło-Życie! Ja o niego nawet nie zdażyłam zapytać! Sam do mnie przyszedł!
Z wielkim płaczem prosiłam... módlcie się, dziecko mi umiera! MÓDLCIE SIĘ O CUD CAŁKOWITEGO UZDROWIENIA!
- Zaraz zaczynamy się modlić, ale...nie wolno płakać! Cały lęk, WSZYSTKO TRZEBA ODDAĆ JEZUSOWI... - usłyszałam w słuchawce.
Natychmiast łzy przestały lecieć, uśmiechnęłam się. Jakieś bezpieczne ciepło okryło mnie jakby płaszczem, przeniknęło do serca! Powiedziano mi też o KONIECZNOSCI PRZEBACZENIA, jeśli pragnie się uzdrowienia.
Cud
Pełni ufności pojechaliśmy do szpitala. Biegnie do nas rozradowana lekarka:
- Słuchajcie, ja nie wiem, jak to się stało, ale...... NAD RANEM SIĘ WSZYSTKO ZATRZYMAŁO! Stan jest ciężki, ale stabilny!
A ja na to: - JA WIEM!
W DWA TYGODNIE POTEM Krzyś był już w domu ZDROWY CAŁKOWICIE!
Zagrożeniem mogło być wodogłowie, trzeba było monitorować mózg. Jedno z późniejszych badań wykazało przestrzeń płynową w lewym płacie potylicy.
Znowu szturm do nieba!
Po miesiącu kontrolne badanie USG mózgu nie wykazało absolutnie żadnych zmian!
Pozostało zdjęcie komputerowe i opis sprzed miesiąca. Leczenia żadnego nie stosowano!
Planowano zabieg odsysania treści, wstawiania zastawki. Pan Bóg miał inne plany!
Chyba nie na darmo kazał tacie Krzysia, by dziecko nosiło to właśnie imię!
Przyniósł nam CHRYSTUSA!
Uzdrowienie
Nastąpiła całkowita przemiana moja, mego męża, całej naszej rodziny!
A ja... potrafię się MODLIĆ. Uwielbienie samo płynie, wszystko mi w duszy śpiewa!
To uzdrowienie ciągle się dzieje w moim życiu!
BO JAK JEZUS UZDRAWIA, TO UZDRAWIA WSZYSTKO!
ON JEST NAJLEPSZYM LEKARZEM!
Teraz ja podtrzymuję ręce, które są opuszczone. Pan dał mi wiele darów! Jednym z nich jest dar miłości!... Krzyś jest absolutnie zdrowym dzieckiem. Radosny, w zadziwiający sposób zjednuje sobie ludzi. Ma teraz trzy i pół roku i nawet katar rzadko miewa!
A ja... jestem ... "Mama_Krzysia"!
NA CHWAŁĘ PANA!
Mama Krzysia z Łodzi
(świadectwo pozyskane po spotkaniu na naszym czacie)