 |
|
|
| Kalendarz |

|
Adres Parafii:
Parafia Rzymskokatolicka
p.w. NMP Częstochowskiej
ul. Konstytucji 3 Maja 3c
87-100 Toruń
Biuro Parafialne:
tel.:
(056) 659-98-85
Dom Zakonny:
tel./fax:
(056) 659-93-44
e-mail:
zakon@torun.paulini.pl
|
|
 |
|
|
| O świętym Janie Marii Vianney |
 Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 r. jako czwarte dziecko w rodzinie ubogich wieśniaków w Dardilly około 20 km od Lyonu. Gdy miał pięć lat rozpoczął się okres krwawego prześladowania Kościoła katolickiego podczas rewolucji francuskiej. Do I Komunii przystąpił potajemnie w 1799 r. Ponieważ szkoły parafialne były zamknięte, rozpoczął naukę czytania i pisania, gdy miał 17 lat.
Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do szkoły w Ecully (od roku 1806), gdzie świątobliwy proboszcz ks. Halley udzielał młodzieńcowi nauki teologii i łaciny. Pomimo dużej wrażliwości i wrodzonej inteligencji, nie miał zbyt wielkich zdolności zapamiętywania, więc nauka przychodziła mu z trudem.
 W 1807 r. Jan Maria przyjął sakrament bierzmowania, dwa lata później otrzymał powołanie do wojska, jednak po kilku dniach służby wojskowej zapadł na ciężką chorobę. Po leczeniu wysłano go na front hiszpański, ale nadążając za oddziałem w pewnym momencie zboczył do kościoła, aby się pomodlić. Modląc się, zgubił poczucie czasu i gdy ponownie wyruszył za oddziałem, osłabiony chorobą, nie był w stanie ich dogonić . Chcąc nie chcąc zdezerterował. Po amnestii w 1911 roku wraca do Ecully, gdzie kontynuuje swe przygotowania do kapłaństwa.
W 1812 r. wstąpił do niższego seminarium duchownego w Verrieres, gdzie studiował filozofię, ale przy słabym przygotowaniu i późnym wieku nauka szła mu ciężko. W roku 1813 przeszedł do wyższego seminarium w Lyonie, gdzie rozpoczął studia teologiczne, wykładane w języku łacińskim, który Jan Maria znał słabo. Przełożeni, litując się nad nim, radzili mu, by opuścił seminarium. Zamierzał faktycznie tak uczynić i wstąpić do Braci Szkół Chrześcijańskich, ale odradził mu to proboszcz z Ecully. On też, za zgodą kurii biskupiej, podjął się przygotować go samemu do święceń kapłańskich. Po roku, po kanonicznym egzaminie, dopuszczono go do święceń kapłańskich. 13 sierpnia 1815 roku w katedrze w Grenoble otrzymał święcenia kapłańskie. Miał wówczas 29 lat.
 Pierwsze trzy lata spędził jako wikariusz w Ecully u swojego nauczyciela, wychowawcy i przyjaciela ks. Balleya. Po jego śmierci biskup wysłał Jana na wikariusza-kapelana do Ars-en-Dembes. 9 lutego 1918 roku wyruszył do swojej nowej parafii, gdzie miał objąć funkcje proboszcza. Młody kapłan zastał kościółek zaniedbany i opustoszały. Na dodatek obojętność religijna wśród parafian była tak wielka, że na Mszy świętej niedzielnej było kilka osób, za to nieźle prosperowały cztery karczmy. Wiernych było zaledwie 230, o których mówiono pogardliwie, że tylko chrzest różni ich od bydląt. Ks. Jan przybył tu jednak z dużą ochotą. Nie wiedział, że przyjdzie mu tu pozostać przez 41 lat (1818-1859).
 Kiedy w 1824 r. otwarto w wiosce szkółkę, uczył w niej prawd wiary. Jadł nędznie i mało, praktycznie to był wieczny post. Dla wszystkich był uprzejmy. Odwiedzał swoich parafian i rozmawiał z nimi przyjacielsko. Powoli wierni przyzwyczaili się do swojego pasterza. Kiedy biskup spostrzegł, że ks. Jan daje sobie jakoś radę, otworzył w 1823 r. formalną parafię w Ars. Dobroć pasterza i surowość jego życia, kazania proste i płynące z serca - powoli nawracały dotąd zaniedbane i zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął się z wolna zapełniać w niedziele i święta, a nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów.
Sława proboszcza zaczęła rozchodzić się daleko poza parafię Ars. Napływały nawet z odległych stron tłumy ciekawych, gdy zaczęły rozchodzić się pogłoski o nadprzyrodzonych charyzmatach księdza Jana (dar czytania w sumieniach ludzkich i dar proroctwa). Ks. Jan spowiadał po kilkanaście godzin na dobę. Miał różnych penitentów: od prostych wieśniaków po elitę Paryża. Bywało, że zmordowany jęczał w konfesjonale: "Grzesznicy zabiją grzesznika"! W dziesiątym roku pasterzowania przybyło do Ars ok. 20 000 ludzi. W ostatnim roku swojego życia miał przy konfesjonale ich ok. 80 000. Łącznie przez 41 lat przesunęło się przez Ars około miliona ludzi.
 Nadmierne pokuty osłabiały jego organizm. Pojawiły się cierpienia fizyczne i duchowe: oschłość, skrupuły, lęk o zbawienie, obawa przed odpowiedzialnością za powierzone sobie dusze i lęk przed sądem Bożym. Jako męczennik cierpiący za grzeszników i ofiara konfesjonału, zmarł 4 sierpnia 1859 r., przeżywszy 73 lata.
W pogrzebie skromnego proboszcza z Ars wzięło udział ok. 300 kapłanów i ok. 6000 wiernych. Nabożeństwu żałobnemu przewodniczył biskup ordynariusz. Śmiertelne szczątki złożono kościele parafialnym. W 1865 r. rozpoczęto budowę obecnej bazyliki. Papież św. Pius X dokonał beatyfikacji sługi Bożego w 1905 roku, a do chwały świętych wyniósł go w roku jubileuszowym 1925 Pius XI. Ten sam papież ogłosił św. Jana Vianneya patronem wszystkich proboszczów Kościoła rzymskiego w roku 1929. W stulecie śmierci proboszcza z Ars Jan XXIII wystosował osobną encyklikę, w której przypomniał jego niezwykłą postać.
Wypowiedzi św. Jana Marii Vianneya
Dopiero w niebie kapłani w pełni pojmą samych siebie. Gdyby ktoś już na ziemi do końca zrozumiał kapłańska godność, to umarłby - nie z lęku, lecz z miłości.
Bądźmy pewni, że grzech lenistwa i niedbalstwa stanie się powodem potępienia dla większej ilości dusz aniżeli wszystkie inne grzechy razem wzięte; bo człowiek nieświadomy nie rozumie ani zła, które popełnia, ani dobra, które przez grzech traci.
Jakże wielką jest rzeczą poznawać Boga, kochać Go i służyć Mu! Na tym świecie nie mamy nic ważniejszego do zrobienia. Wszystko inne jest stratą czasu.
Ten świat z jego bogactwami, przyjemnościami i zaszczytami przeminie, lecz niebo i piekło nie przeminą. Pamiętajmy o tym!
Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył. My też nie zaczęliśmy dobrze naszego życia, więc przynajmniej starajmy się dobrze je zakończyć i dołączyć do świętych w niebie.
Ludzie bezbożni mówią, że zbyt trudno jest się zbawić. A przecież nie ma nic łatwiejszego: zachować Boże i kościelne przykazania, unikać siedmiu grzechów głównych, czynić dobro, a zła nie czynić - to wszystko!
Źli chrześcijanie będą kiedyś w piekle ponosili straszniejsze męczarnie niż niewierni (...) Chrześcijanom, gdy tylko dojdą do wieku, w którym mogą już korzystać z rozumu, przyświeca niczym wspaniałe słońce pochodnia wiary. W sposób wystarczający mogą więc poznać swoje obowiązki względem Boga, względem samych siebie, względem bliźniego. Jakie straszne, jakie okropne będzie piekło chrześcijan! Jak niebo oddalone jest od ziemi, tak potępienie chrześcijan będzie daleko cięższe od potępienia niewiernych. Bo sprawiedliwy Bóg surowiej ukarze tego, kto otrzymał więcej łask, ale wzgardził nimi, zamiast z nich korzystać i wiernie służyć Panu.
Krzyż jest światłem oświetlającym niebo i ziemię.
Krzyż jest darem, który dobry Bóg zsyła swoim przyjaciołom.
Jedynym szczęściem na ziemi jest świadomość, że Bóg nas kocha.
Gdyby człowiek wiedział jak Bóg go kocha, umarłby ze szczęścia.
To nadzieja sprawia, że człowiek na ziemi jest szczęśliwy.
Bogu serce, ludziom uśmiech, sobie Krzyż.
Człowiek to biedak, który wszystko musi wypraszać u Boga.
Gdy modlisz się żarliwie, twoje serce i serce Boga stają się jak dwa kawałki wosku, które stapiają się ze sobą!
Wcale nie trzeba wielu słów, aby się dobrze modlić. Wiarą wierzymy, że tam, w św. Tabernakulum, obecny jest dobry Bóg; jemu otwierajmy serce; że nas dopuszcza do siebie, z tego się radujmy; oto najlepszy sposób modlitwy.
Najstraszliwszą pokusą jest nie być kuszonym; jest to stan tych, których diabeł przygotowuje do piekła.
Gdybyśmy, mając wiarę, całkowicie zobaczyli duszę skalaną ciężkim grzechem, umarlibyśmy z przerażenia.
Oko chrześcijanina widzi dalej - dostrzega wieczność.
Kiedy ma się paskudną gębę, narzekanie na lustro jest zajęciem zupełnie jałowym.
Aby być świętym, trzeba być szalonym. Trzeba stracić głowę. To, co nas powstrzymuje od świętości, to brak refleksji, zastanowienia, modlitwy, zjednoczenia z Bogiem, którego do świętości koniecznie potrzeba.
Podczas modlitwy w duchu zamknij oczy, zamknij usta i otwórz serce.
|
|
|
|
 |
| Matka Boża Częstochowska |
|
| "Bądźmy świadkami Miłości" |
RODZINA |
| Polska |
|
[Więcej na stronie]
|
2010.03.01
Rada ds. Rodziny Episkopatu Polski apeluje o ochronę autonomii życia rodzinnego
Rada opublikowała specjalne oświadczenie w związku z proponowaną ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (...) skutkiem uchwalenia ustawy może być masowe kontrolowanie rodzin, nawet wbrew ich woli i bez wystarczającego uzasadnienia.
|
|
|
| Świat |
|
[Więcej na stronie]
|
2010.03.04
Aborcja - śmiercionośna plaga Europy
Aborcja stanowi główną przyczynę śmierci w Europie, wyprzedzając zgony z powodu choroby nowotworowej, zawału serca i wypadków drogowych. W 2008 r. w krajach Starego Kontynentu zabito 2.863.649 dzieci.
|
|
|
| "Zło dobrem zwyciężaj" |
|
[Więcej na stronie]
|
05.03.2010 Sąd Apelacyjny w Katowicach 5 marca br. utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego z 23 września 2009 r. Po raz kolejny uznano, że redakcja "Gościa Niedzielnego" ma przeprosić za słowa, których nigdy nie napisała.
Więcej...
|
Otoczmy modlitwą p. Joannę Najfeld, której wytyczono proces karny za krytykę aborcji.
Więcej...
|
|
 |